==============================================
Niezwykła historia Gwynhyra Sturissona
Całkiem dawno temu, za górami, za lasami za dolinami, a konkretnie to w Górach Krańca Świata, przyszedł na świat Gwynhyr syn Sturiego. Gwynhyr był ze wszech miar zwykłym krasnoludem, no może za wyjątkiem tego, że tak jak jego ojciec włosy miał kruczoczarne, co u krasnoludów jest dosyć rzadkie, ale w żadnym wypadku niezwykłe. Biegał więc mały Gwynhyr z innymi krasnoludzkimi chłopcami po twierdzy Karak-Varn, bawił się w wojnę i marzył aby zostać wielkim wojownikiem lub bogatym kupcem, a najlepiej jednym i drugim. Gdy podrósł nieco zaczął terminować w ojcowskiej kuźni, co również nie było niczym niezwykłym. Gdy zaś w wieku lat bez mała pięćdziesięciu przeszedł próbę wojownika i stał się mężczyzną zapragnął także posiąść żonę.
Na imię miała Brunhilda. Gwynhyrowi jawiła się jak piękno objawione. Oczyma duszy widział już ją bawiącą jego dzielnych synów i, jeśli Grungni byłby łaskawy, może nawet córeczkę. Ojciec zaś Brunhildy, widział, oczami całkiem bardziej zbliżonymi do rzeczywistości, gołodupca i chłystka, który będąc jedynie czeladnikiem kowalskim ośmiela się sięgać po jego największy skarb. Przegnał więc absztyfikanta na cztery wiatry i nic nie pomogły rzewne zawodzenia dziewoi, ani czcze pogróżki młodzika. „Bez majątku nie wracaj!”, zabrzmiał jednoznaczny wyrok sądu ojcowskiego. Co było robić Gwynhyr ruszył w świat w pogoni za złotem, które miało mu kupić szczęście.
Zaciągnął się Gwynhyr do Armii Imperialnej i pod sztandarem cesarskim w kilka lat dorobił się całkiem niezłej sumki. To jednak było wciąż za mało dla Brunhildy i jej ojca. „Moja córka nie wyjdzie za zwykłego żołdaka! Wróć jako porządny kupiec!” - grzmiał sąd ojcowski drugiej instancji. Cóż począć ruszył Gwynhyr do Marienburga. Nabył tam starą krypę o nazwie „Stokrotka” i dzięki wyczuciu koniunktur, niezłemu pomyślunkowi, determinacji i olbrzymiej dozie szczęścia dorobił się jako kupiec korzenny. Stał się znanym i szanowanym obywatelem miasta Marienburg, a jego statki (a miał ich kilka) pływały do odległych portów w Starym Świecie, do królestw Morskich Elfów a nawet do Arabii. Tym razem ojciec Brunhildy sam wepchnął mu córkę niemalże do łoża. Gwynhyr był szczęśliwy. Krótko. Po ślubie Brunhilda okazała się jędzą tak straszną i chciwą, że przeszło to najśmielsze oczekiwania Gwynhyra. Dość powiedzieć, że przez trzy lata małżeństwa, Gwynhyr miał serdecznie dość kobiety, o którą zabiegał przez lat z górą dziesięć. Coraz więcej czasu spędzał na swych statkach doglądając, wysyłając w morze i coraz śmielej marząc o odległych lądach i ucieczce przed heterą, która zatruwała mu życie. Czarę goryczy zaś przelały narodziny syna Brunhildy, bo Gwynhyr w żaden sposób nie mógł nazwać rudego krasnoludziątka swoim dzieckiem. Inny krasnolud zapewne w takiej sytuacji postanowiłby szukać śmierci jako zabójca trolli by zmazać plamę na honorze. Nie Gwynhyr jednak. Następnego dnia przepisał cały niemal majątek na niewierną żonę, sam zaś na pokładzie swojego ostatniego i pierwszego zarazem statku „Stokrotki”, którą trzymał głównie z sentymentu, zabrawszy ze sobą jedynie najbardziej zaufanych żeglarzy wyruszył w nieznane.
Ich wyprawa na krańce świata dotarła aż do wybrzeży Lustrii. Co przeżyła załoga „Stokrotki” w tym bajkowym kraju to już zupełnie inna historia. Dość rzec, że dotarli do wioski ludu zwanego Peeg-me-yami gdzie Gwynhyr został uznany za wcielenie boga Ull-ahmathana i pod groźbą śmierci wysłany wraz swymi ludźmi na misję unieszkodliwienia „statku z nieba”, którego pozostałości wedle przepowiedni miały „wybuchnąć” wioskę. Po powrocie z misji zaś Gwynhyr wraz ze swą załogą traktowany był iście po królewsku przez z górą lat dziesięć. W końcu jednak postanowili wracać. Na pożegnanie obdarowano ich wspaniałymi skarbami. Kilka miesięcy później załoga „Stokrotki” zatopiła swój statek u wybrzeży Bretonii. Wszyscy, którzy przeżyli wyprawę, a było ich trzynaścioro, postanowili nigdy nie zdradzać nikomu położenia rajskiej wioski ani nawet drogi do Lustrii. Nazwali swą przysięgę Paktem Trzynastu i rozleźli się po świecie.
Wujek Ciężki
Wszyscy znają Wujka Ciężkiego. Każdy z was pewnie widział kiedyś krasnoluda z przedziwnym czarnym urządzeniem na oczach i wielką kuszo-rusznicą, nieustraszonego łowcę przygód, gawędziarza, samozwańczego zabójcę potworów i sowizdrzała. Wielu z was się pewnie zastanawiało jak się naprawdę nazywa, skąd ma te wszystkie dziwne przedmioty, i jakim cudem utrzymuje się z takiego trybu życia i dlaczego, do cholery nie zbliża się nawet na sto mil do Marienburga. Cóż nie powiem wam na pewno, ale ja podejrzewam, że kiedyś, w całkiem innym życiu, Wujek Ciężki, nazywał się Gwynhyr Sturisson i był facetem, któremu baba dała porządnie w kość.
Działalność Wujka Ciężkiego
Wujek Ciężki prowadzi pierwszą licencjonowaną Gildię Poszukiwaczy Przygód i Tępicieli Potworów w Imperium. Na razie ma bardzo znikomą liczbę członków (jeden – Wujek Ciężki), ale Wujek liczy na poprawę tego stanu w krótkim czasie. Gildia jakimś cudem została uznana przez samego cesarza Karla-Franza, który nadał jej prawo do działania na terenie całego Imperium. Wujek Ciężki zobowiązał się do finansowania działalności Gildii i ma na ten cel odłożone 2000 ZK znajomego lichwiarza w Middenheim. Wujek Ciężki oferuje swoje usługi w zakresie rozwiązywania zagadek kryminalnych, radzenia sobie z problemami natury magicznej i spirytystycznej, odszukiwania ukrytych skarbów, organizowania i ochrony wszelkiego rodzaju ekspedycji badawczo-poszukiwawczych oraz eliminowaniem wszystkich gatunków wpisanych do Imperialnego Rejestru Potworów Magicznych i Stworów Chaosu. Głównymi motywacjami Wujka Ciężkiego jest jego żądza przygody i nowych wrażeń oraz altruistyczna chęć do pomagania wszystkim, którzy są w potrzebie.
Zabawki Wujka Ciężkiego
Brunhilda – kuszo-rusznica – połączenie bardzo ciężkiej kuszy przystosowanej do wystrzeliwania kołków (tak, kołków!) osikowych uzbrojonych w żelazny grot oraz rusznicy zarówno na srebrne jak i zwykłe kule kalibru jednego cala (tak! 2,5 cm!). Skuteczny zasięg celowania i prowadzenia ostrzału 20m, wszystko pozostałe to zasięg maksymalny. Ponieważ rusznica nie ma żadnych przyrządów celowniczych Wujek zazwyczaj wali z odległości nie większej niż 5m. Przeładowanie trwa wieki.
Proszepanator – urządzenie wprawiające rozmówcę natychmiast w tryb „Proszę Pana”. Jest to mianowicie czterolufowa kacza stopa o niedorzecznie wielkim kalibrze robiąca ze średniej wielkości karczmy obraz pod tytułem „szalony stolarz w jatce”.
Peeg-mey-ska Dmuchawka – Wujek zachował nawet kilka oryginalnych strzałek niestety nie posiada żadnych specyfików stosowanych do smarowania tychże.
Okularum – binokle zamiast soczewek posiadające dziwne ciemne szkło pochodzące ze „statku z nieba” przydatne przy dużym słońcu.
Lalka wudu szamana Zubu-Hubu – szaman bezskutecznie próbował nauczyć Wujka sztuki zadawania cierpienia za pomocą lalki. Wujek jako osoba dobroduszna nie bardzo potrafi się przemóc do skupienia swoje woli na nienawiści do innej istoty. Efekty użycia lalki:
01-15 - lekkie obrażenia na cel lub niewielka klątwa dotycząca odpowiedniego miejsca na ciele (wedle intencji rzucającego)
16-30 – lekki ból lub swędzenie na cel
31-70 – nic się nie dzieje
71-85 – lekki ból lub swędzenie na osobę obok lub na Wujka
86-00 - lekkie obrażenia lub niewielka klątwa dotycząca odpowiedniego miejsca na ciele (wedle intencji rzucającego) na osobę obok lub na Wujka
Bestiariusz Albertusa Spiegelmanna – księga będąca skarbnicą wiedzy o potworach, którą Wujek ciężki traktuje jako wyrocznię ostateczną.
Sprzęt łowcy potworów – naszyjnik z czosnku, wilcze ziele, srebrne kule, osikowe kołki oraz fiolki z wodą święconą.
Tuzin woreczków z zielskiem z Lustrii – niestety wujek nie zna właściwości ni zastosowań zielska.
Dwukółka – wygląda jak rozlatujący się chłopski pojazd, ma wbudowany kufer na sprzęt przykryty zazwyczaj słomą lub sianem.
Zapasiony i krnąbrny osioł imieniem Kiełbas.
Glejt podpisany przez samego cesarza nadający uprawnienia Gildii.
Sorry Sleem za wcinanie się w post - nie chce tworzyć kolejnego. Bravo za początek! No TOPORY, pokażcie Sleemowi jak powinna wyglądać postać gracza!

PofD