Tęcza, nie ma sprawy, ziąąą

. Sam otworzyłem pamiętną Naleweczkę Dziadunia i oddałem reszcie, bo mój żołądek na sam widok porzeczki na butelce zdawał się przewracać, kurczyć i coraz bardziej do gardła przybliżać

. Dziękuję Bączkowi i Owenowi za ten jedyny prezent. Wiedzieliście co kupić, nawet symbolicznie. Cieszyłem się jak dziecko (wie ten, kto widział moją reakcję

). Dziękuję wszystkim za jakże niezwykle szczere życzenia

, a te sto gał to będę na raty robić, pasi

?
Dużo ludzi strasznie, ciasno, duszno.. ale niezwykle miło. Bardzo fajnie było zobaczyć Wasze zakazane mordy

. Z niektórymi się masę czasu nie widziałem (od Woodstocka albo i jeszcze wcześniej). Śpiewanki (te kuchenne też) były bardzo przydatne. Budziły człowieka, który przechodził już któryś z kolei kryzys zasypiania. Chciałbym tu szczególnie podziękować Gromowi i Pawłowi za udźwiękowienie naszej imprezy

. Świetni z Was bardowie

. Dziękuję wszystkim, zwłaszcza tym przybyłym z daleka, za takie spotkanie. Posiedziałem do 5 spokojnie (Kryka rulz

), odprowadziłem Łódź na przystanek, a potem długa droga do domu. Koło 7 się położyłem.. brakowało mi tego.. A pomyśleć, że kiedyś to było na porządku dziennym. Do zobaczenia na Sylwestrze

!
Edit: Zaczałem pisać posta koło 21, a dopiero wysłałem o 22:30

.