Na początku tej relacji trzeba zaznaczyć, że organizatorzy Grojkonu mieli ogromnego pecha, najpierw musieli przesunąć konwent ze względu na tragedię Smoleńską, potem powódź zniechęciła lub uniemożliwiła przyjazd wielu prelegentom i gościom. Dlatego mimo pewnych uwag krytycznych, które pojawią się w dalszej części należą się im wielkie słowa uznania za determinację, wytrwałość i generalnie rzecz biorąc udany konwent.
Na Grojkon wybierałem się przede wszystkim aby sędziować konkurs „Złote Kości” gdzie wybierać mieliśmy najlepszego gracza i MG., ponieważ przygotowywałem także punkty programu nie liczyłem na około konwentowe atrakcje towarzyskie, nawet nie zabrałem zbyt wiele cytrynówki. Jak się później okazało popełniłem błąd…, ale po kolei.
Sam dojazd na największy konwent na żywiecczyźnie nie był pozbawiony atrakcji. W czasie podróży z Warszawy do Bielska zostałem zaskoczony komunikatem, że ze względu na powódź pociąg dojedzie tylko do Katowic. Teoretycznie PKP zapewniło transport zastępczy w postaci autobusu, ale nie wszyscy mieli szczęście się w nim zmieścić. Można było obserwować prawdziwie dantejskie sceny. Mnie się udało i ostatecznie z dużym opóźnienie dotarłem na miejsce. Pierwsze wrażenie muszę przyznać było średnie, mało ludzi, a na akredytacji nie mogłem się dowiedzieć gdzie mam się zgłosić jako sędzia.
Dzięki pomocy głównego koordynatora trafiłem do sali w której przydzielano sędziów do drużyn i graczy do MG. Dawno nie widziałem takiego zamieszania i bałaganu, ale dzięki sympatycznemu towarzystwu i żartom innych oczekujących ten chaos nie drażnił. Potem było już tylko lepiej i Grojkon zyskiwał w moich oczach z każdą godziną pobytu. Po około godzinie zostałem przydzielony do drużyny grającej w Wampira: Maskaradę. Cóż mogę o tej sesji powiedzieć? Najbardziej utkwiła mi w pamięci sceneria (graliśmy w pokoju nauczycielskim co sprawiało, że czułem się jak w pracy) oraz naprawdę dobre przygotowanie i zaangażowanie MG, które niestety poszło na marne. Jak często zdarza się na losowanych sesjach konkursowych świetny MG trafił na niedoświadczonych, nie znających systemu graczy. Wypadało mu tylko współczuć i starać się ratować naprawdę dobrze zapowiadającą się sesję. Po zakończeniu rozgrywki okazało się, że wbrew moim wcześniejszym przewidywaniom na bielskim konwencie jest sporo znajomych, Greg, Ziemek z Basią, ekipa Porytkonowa czyli Bąku ,Kiler i spółka. Jak się okazało w sobotę miały być urodziny Diabła co przekreśliło moje plany spędzenia Grojkonu w pełnej abstynencji.
Sobotę zacząłem jak na moje standardy bardo wcześnie bo już o godz. 10 prowadzeniem prelekcji przedstawiającej Monastyr. Swoją drogą to jakiś ogólno fandomowy spisek karzący mi robić tą prelekcję o tak barbarzyńskiej porze już na kolejnym konwencie. Jak się okazało moja prezentacja miała miażdżącą konkurencję w postaci spotkania autorskiego Andrzeja Pilipiuka. Był to zresztą jedyny z licznych zaproszonych gości ,który dotarł na Grojkon. Na usprawiedliwienie organizatorów trzeba jeszcze raz przypomnieć, że spowodowały to przyczyny obiektywne.
Po skończeniu prelekcji i ostatecznym „obudzeniu się” stwierdziłem, że konwent wygląda znacznie lepiej niż dnia poprzedniego przede wszystkim ludzi jest znacznie, znacznie więcej, choć liczba 700 podawana przez organizatorów nie była moim zdaniem odczuwalna.
Spotkałem Kilera i razem chcieliśmy udać się na konkurs rycerski organizowany przez Chorągiew Żywiecką, okazało się to jednak prawdziwym wyzwaniem. Nie chodzi niestety o sam konkurs, a o zlokalizowanie boiska na którym miał się odbywać. Wspomnianego boiska szukało wiele osób: chętni do wzięcia udziału, członkowie samej Chorągwi i…. organizatorzy, którzy z pełnym luzem odpowiadali, że nie wiedzą gdzie to jest. Kiedy wspólnymi siłami rozwiązaliśmy ten konwentowy quest była już godzina 14 musiałem udać się na oczekiwaną przeze mnie prezentację systemu Kult. Zgromadziła ona aż dwóch słuchaczy w tym kamerzystę, ale była naprawdę wyjątkowa. Prowadzący ją Jacek „Tyr” Nawrat rozpoczął od czegoś w rodzaju monodramu, który utrzymany był w klimacie sytemu, następnie wrócił do rzeczywistości aby po chwili znowu pogrążyć się w niesamowicie ekspresyjnym i sugestywnym odgrywaniu opętania. Potem już standardowa, kompetentnie prowadzona prelekcja. Oby takich jak najwięcej!!!
Tyra spotkałem znowu godzinę później na moim konkursie narracyjnym, który gościnnie prowadził ze mną Ziemek. Po tym co zobaczyłem na prelekcji, moim faworytem był Tyr, okazało się jednak, że miał godnego przeciwnika w osobie Pawła nota bene konwentowego debiutanta. Poziom konkursu był tak wyrównany i wysoki, że po raz pierwszy w historii przyznaliśmy dwa pierwsze miejsca.
Po konkursie, kalambury pratchetowskie udowodniły mi jak niewiele wiem o twórczości Pratcheta, ale bawiłem się świetnie.
Ostatnią atrakcją jaką odwiedziłem na Grojkonie była prelekcja o kulturze seksualnej Japonii. Wyszedłem w ciężkim szoku, tego się nie da opowiedzieć to trzeba było usłyszeć i zobaczyć! Prelekcja bardzo odważna z filmikami, zdjęciami, a przy tym prowadzona z dużą swobodą i dystansem przez Timon.
Potem już tylko integracja z nowo poznaną ekipą z Bielska (pozdrowienia dla Tyra) i urodziny Diabła z porytkonowcami. Reszta jest milczeniem :)
Hubert "Jankoś" Jankowski